Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Fotogaleria
    Nowe forum     Reklama     Katalog firm     Archiwum
Dzisiaj jest: 21 listopada 2018, środa.  Imieniny: Janusza, Konrada, Marii, Reginy, Urszuli, Wiesława

R E K L A M A













free counters


VAGABUNDUS W BIESZCZADACH



Marzenie dla wytrwałych - tak można nazwać naszą wakacyjną wyprawę. Pomysł na nią powstał wraz z Vagabundus, czyli 6 lat temu, ale jakoś nie było nam po drodze. Do dziś. Dzisiaj ruszamy przez połoniny do celu. A co nim jest? Przygoda, na którą zapraszamy w naszych krótkich fotorelacjach.

Wracamy 7 lipca, a tymczasem do zobaczenia na www.Czarnkow.INFO lub na szlaku.



DZIEŃ 1
27 czerwca 2016 r.

Startujemy z Czarnkowa do Wronek. Dalej Rzeszów i już dnia kolejnego Cisna, gdzie zaczyna się właściwa część wyprawy już tylko na nogach, które poniosą nas... nie wiadomo gdzie.





DZIEŃ 2
28 czerwca 2016 r.

Po 20 godzinach podroży dotarliśmy do Cisnej, jadąc pociągiem i trzema autobusami. Bieszczady okazały się jak na razie mało dzikie. Wielu tu turystów, knajpy z piwem, budki z lodami i goframi. Gdyby nie brak morza, można by było pomyśleć, że jesteśmy w nadbałtyckim kurorcie. My jednak się nie poddajemy! Szukamy natury śpiąc pod namiotami i rozpalając ognisko nad brzegiem górskiego potoku. Jutro pierwszy dzień na szlaku. Sami jesteśmy ciekawi jak będzie. Do zobaczenia!







DZIEŃ 3
29 czerwca 2016 r.

Dzień 3, ale pierwszy z tych, które sobie wyobrażaliśmy. Prawdziwe Bieszczady. Droga z Cisnej do Smereku przez Okrąglik okazała się nie tylko dzika w swej naturze, ale i wymagająca. Każdy, kto choć raz próbował wejść na nasz czarnkowski grzybek, niech wyobraźni sobie taką drogę, ale przez 6km i nie mniej łatwe zejścia pełne błota, gliny i kamieni. 20-kilogramowe plecaki nie ułatwiały marszu. Było warto? To pytanie nie dla Vagabundusowej grupy wyprawowej. Piękna pogoda, pola jagodowe i krajobraz wynagrodziły trudy podróży. Mimo zmęczenia przybyliśmy do celu przed zakładanym czasem. Potem ognisko, noc pod namiotami, a rano ruszamy na Wetlinę.








DZIEŃ 4
30 czerwca 2016 r.

Bieszczady dały mam w kość i postanowiliśmy odpocząć w Wetlinie, gdzie rozbiliśmy namioty w wyjątkowo uroczym miejscu nad Wetlinką. Cena standardowa 10zł od osoby. Cel główny obejrzeć mecz. Cel poboczny Jawornik, który góruje od południa Wetliny. Potem strefa kibica w PTTK bardzo specyficzna. Byliśmy tylko my. Klimat średni więc szukaliśmy dalej aż trafiliśmy do Bazy Ludzi z Mgły i było pięknie do czasu... Ale to wszyscy oglądali.






DZIEŃ 5
1 lipca 2016 r.

Zmiana planów. Burza nas zatrzymała w Wetlinie pod wiatą. Ukulele poszły w ruch. Zrobił się klimat cygańskiego obozowiska. Nowa pasja to gotowanie młodych ziemniaków. Z nadzieją czekamy na jutrzejszą pogodę. Czas ucieka, a połoniny czekają.





DZIEŃ 6
2 lipca 2016 r.

Ruszyliśmy z Wetliny na Połoninę Wetlińską. Początkowo las, długa wspinaczka i wreszcie serce Bieszczad - połoniny. Piękno samo w sobie. Miliony odmian zieleni, krajobrazy jak z obrazka, a my tam. Ku naszemu zaskoczeniu Połoninę Wetlińską przeszliśmy dość sprawnie. Czas na Caryńską. Dało radę. Jesteśmy dumni z siebie choć ze szlaku schodziliśmy po zmroku.






DZIEŃ 7
3 lipca 2016 r.

Jesteśmy w Ustrzykach Górnych. Po przejściu dwóch połonin pogoda się zepsuła. Rano burza, potem mgła. Pytanie - idziemy na szlak? Tak! Cel dzisiejszy - Krzemieniec, czyli punkt zetknięcia trzech granic: Polski, Słowacji i Ukrainy. Po drodze Mała i Wielka Rawka. Zimno, wiatr i mgła, ale co tam, Krzemieniec zdobyty lub Kremenaros jak wolą miejscowi. Po powrocie urodziny Marty i tort z ptasiego mleczka, taki w wersji survivalowej. Jutro Tarnica, Bukowe Berdo i kolejne urodziny.







DZIEŃ 8
4 lipca 2016 r.

Kolejny dzień na szlaku. Powoli ogarniamy jak, co i za ile. Skutek, jedziemy do Widełek meleksem, czyli safari po Bieszczadach. Na miejscu za 5zł, to cena za oszczędność prawie 2 godzin drogi przez asfalt. Było warto, teraz na niebieski szlak na Bukowe Berdo, Tarnice i Wołosate. Czyli 6 godzin marszu pod i z góry. Widoki najpiękniejsze. Pogoda wymarzona na wyprawę. Wieczorem trzeci biwak w Ustrzykach Górnych i osiemnastka Uli. Tym razem na polu namiotowym PTTK królował tort z galaretki, piernika, jogurtu, płatków jadalnych i bitej śmietany. Co dalej? Zmieniamy otoczenie kurs nad Solinę.










DZIEŃ 9
5 lipca 2016 r.

Dziś wybraliśmy się nad Solinę. Pożegnaliśmy wysokie Bieszczady, Ustrzyki Górne i naszą kultową "Bieszczadzką legendę", jamajską knajpkę z falafele, czyli kotletami z cieciorki. Kierunek Solina do Polańczyka, gdzie zaczęły się nasze kłopoty z noclegiem. Pola namiotowe widma lub z cenami jak w hotelu z trzema gwiazdkami. Ostatecznie zacumowaliśmy nad samym jeziorem na biwaku "Cypel". Chciałbym napisać coś pozytywnego, ale jest mi trudno. Więcej tu zakazów i nakazów niż na granicy z Ukrainą. Polańczyk to nie nasze klimaty, ale trudno uczymy się na błędach. Jutro nocujemy w Rzeszowie.








DZIEŃ 10
6 lipca 2016 r.

Ostatni dzień naszej bieszczadzkiej przygody. Jutro już tylko powrót. Ranek zaczęliśmy od kąpieli w jeziorze solińskim. Opuściliśmy Polańczyk z nieukrywaną przyjemnością, by ruszyć na zaporę w Solinie. Tu ponownie okazało się, że komercyjna strona turystyki ma przewagę nad duchem przygody. Monumentalna zapora robi wrażenie, ale gdzie jej tam do połonin. Ciekawsza okazała się historia zalanych wiosek, niestety dość skromnie opisana na fotografiach w pewnej knajpce. Czas było ruszyć do Rzeszowa. Kolacja w restauracji. Kilka piosenek wygranych na ukulele przez Agatę i Ulę oraz związana z tym negocjacja cen zapewniły nam pełne żołądki. Nocleg w schronisku, dziś śpimy na łóżkach, to pierwszy raz od początku wyprawy. Jutro rano długa podróż do domu. A Rzeszów nocą nie zasypia, co słychać za oknem, ale uroku nie można odmówić temu miastu. Ma swój charakter.







DZIEŃ 11
7 lipca 2016 r.

Ostatni dzień to powrót pociągiem z Rzeszowa do Poznania, dalej do Wronek i długo niewidzialny dom. Podsumowując naszą bieszczadzką podróż w kilku liczbach. Ruszyło 7, po posiłkach w trakcie powróciło 12 osób. Jechaliśmy w sumie różnymi środkami transportu 28 godzin, w tym była nawet drezyna złapana na stopa przez Judytę. Przeszliśmy trzy Połoniny i zdobyliśmy: Małe Jasło, Jasło, Okrąglik, Smerek, Małą i Wielką Rawkę, Jawornik, Krzemieniec i najwyższy szczyt Bieszczad Tarnicę. Przenieśliśmy na plecach od 15 do 20 kilogramów sprzętu dziennie. Zostawiliśmy jeden ręcznik, kapelusz i parę butów. Jest do czego wracać.


O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |  Czarnkow.pl  |   NetBase Czarnkôw  |  Strony WWW o Czarnkowie
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 22U, tel./fax (067) 356-68-35, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2018. Wszelkie prawa zastrzeżone.