Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Archiwum
Dzisiaj jest: 9 sierpnia 2026, niedziela.  Imieniny: Ireny, Jana, Juliana, Klary, Romana, Romualda



free counters


GWIZDEK, STUDIA I MŁODE TALENTY



Piłka nożna od lat zajmuje ważne miejsce w życiu Jagody Rozmiarek, która łączy kilka sportowych ról - jest sędzią piłkarską, trenerką dzieci oraz studentką Akademii Wychowania Fizycznego. Dzięki zaangażowaniu i systematycznej pracy rozwija swoją karierę sędziowską, jednocześnie przekazując piłkarską wiedzę najmłodszym zawodnikom. O sportowej przygodzie, wyzwaniach na boisku oraz planach na przyszłość z Jagodą Rozmiarek rozmawia Szymon Szwed.

Skąd wzięła się Twoja pasja do piłki nożnej i kiedy po raz pierwszy pojawiła się w Twoim życiu?

- Jak dobrze pamiętam to już za czasów Szkoły Podstawowej chciałam spróbować swoich sił w piłce nożnej. Razem z koleżanką chciałyśmy trenować w klubie Radwan Lubasz. Poszłyśmy na jeden z treningów, ale niestety nie było i nadal nie ma żeńskiej drużyny, a trener obawiał się o nas ze względu na różnicę wieku i warunków fizycznych widocznych między nami a chłopakami. W późniejszym czasie grałam z chłopakami na orliku oraz w szkole ponadpodstawowej. Teraz, jak mam trochę wolnego czasu, również zdarzy mi się pograć na orliku. Jednak takim prawdziwym zbliżeniem do piłki nożnej i poznaniem wszystkiego od "kuchni" był dzień, w którym dostałam wiadomość od trenera Tobiasza z MKS Noteć Czarnków z propozycją rozpoczęcia prowadzenia treningów dla dzieci. Zaczynałam jako asystentka, a następnie dostałam swoją pierwszą grupę, z którą jestem do dnia dzisiejszego. Byłam wtedy jeszcze w liceum, więc dla mnie, jako uczennicy, była to świetna okazja do zdobycia doświadczenia oraz, nie ukrywajmy, zarobienia pieniędzy.

Co sprawiło, że zdecydowałaś się zostać sędzią piłkarską?

- Jestem osobą, która lubi próbować nowych rzeczy i stawiać sobie nowe wyzwania. Tak było również w tym przypadku - chciałam przekonać się, jak wygląda praca sędziego od środka. W mediach społecznościowych natrafiłam na post dotyczący kursu sędziowskiego, więc zaczęłam interesować się tym tematem. Poczytałam więcej informacji, porozmawiałam z kolegą, który opowiedział mi, jak to wszystko wygląda w praktyce, i stwierdziłam, że warto spróbować. Miałam pewne obawy, ponieważ wiedziałam, że planuję studia zaoczne i zastanawiałam się czy uda mi się to wszystko pogodzić. Ostatecznie jednak okazało się, że przy dobrej organizacji nie ma rzeczy niemożliwych i udało mi się połączyć jedno z drugim.

Jak wyglądała Twoja droga od pierwszych meczów do obecnego poziomu sędziowania?

- Na początku mojej przygody sędziowskiej byłam wysyłana jako asystentka na mecze młodzieżowe, następnie na klasę B i A. Jeździłam z chłopakami z okolic Lubasza, więc znaliśmy się już wcześniej. Po meczach dostawałam wskazówki co jeszcze muszę poprawić. Oczywiście nie zawsze było kolorowo. Mało jest takich meczów, kiedy kibice i zawodnicy okazują szacunek sędziom. Miewałam mecze, na których każda moja decyzja była podważana przez kibiców i zawodników. Teraz również tak jest, ale z czasem idzie się do tego przyzwyczaić. Wtedy zadawałam sobie pytanie "Po co mi to?" Miałam ochotę zrezygnować z sędziowania, jednak koledzy z większym doświadczeniem wspierali mnie i motywowali do dalszego działania. Po rozmowach z nimi wiedziałam, że to "normalne" w tym środowisku. Duże wsparcie otrzymałam na pewno od Marcina Zielińskiego. Myślę, że gdyby nie Marcin, który wyciągnął do mnie pomocną dłoń, nie byłoby mnie tutaj dzisiaj. Po 6 miesiącach dostałam SMS-a z obsadą na mecz klasy okręgowej. Spotkanie odbyło się na trudnym terenie do sędziowania. Jednak po meczu czułam, że poszło dobrze. Na następnym meczu miałam już obserwatora, byłam jako A2 (asystentka). Myślę, że to był kluczowy moment. Czytając raport obserwatora na samym końcu zauważyłam jedno zdanie, które utkwiło mi w pamięci - "Uwaga talent". Takie słowa budują najbardziej i wiedziałam, że jak wtedy zrezygnuję to zawiodę samą siebie. Latem 2025 roku awansowałam na centralę, wiązało się to z dalszymi wyjazdami na mecze kobiet. Mamy możliwość wybrania, czy chcemy być sędzią główną, czy asystentką. Ja zdecydowałam, że lepiej czuje się w roli asystentki. Każdy awans wiąże się z ciężką pracą. Wchodząc w to środowisko jesteśmy obcymi osobami. Pojechałam na egzaminy, znałam 2 może 3 osoby. Przebić się przez taką ilość kobiet graniczyło z cudem. Wiedziałam, że pozostaje mi dobrze wypaść na egzaminach, tylko w taki sposób ktoś mnie zauważy. Wiązało się to z codzienną pracą nad samą sobą. Los uśmiechnął się do mnie już we wrześniu 2025 roku. W poniedziałek dostałam wiadomość od Marcina Zielińskiego - obsadowego ze Strefy Piła, że będzie do mnie dzwonić przewodnicząca Zespołu ds. Arbitrażu Kobiet w KS PZPN Emilia Wnuk. Zadzwoniła z zapytaniem czy nie chciałabym pojechać na CORE dla sędzi. Nie ukrywam, że byłam bardzo zdziwiona, bo przecież na Centrali byłam zaledwie 2 miesiące. Wiedziałam, że drugiej takiej szansy nie dostanę, więc zgodziłam się. Jadąc do Pruszkowa na zgrupowanie czułam dumę, wiedziałam już wtedy, że ciężka praca popłaca. Na meczu moją obserwatorką była właśnie pani Emilia, od której dostałam bardzo dobrą ocenę i informację zwrotną. Otrzymanie takiej propozycji wiązało się również z licznymi komentarzami "Dlaczego Jagoda?", " Przecież ona krótko sędziuje", itp. Dużo osób mi mówiło, że mam to zignorować i robić swoje. Egzaminy zimowe i następna edycja CORE przebiegły równie pomyślnie. 25 maja 2026 roku dostałam SMSa z obsadą, który brzmiał tak: "Nowa obsada, mecz Pogoń Szczecin - Śląsk Wrocław, sędzia asystent, 2026-05-30 11:30". Oznaczało to jedno: debiut w Ekstralidze Kobiet. Uczucia, które we mnie były są nie do opisania. Wiadomość, że posędziuję z sędzią, z którą zazwyczaj sędziuje uspokoiła mnie trochę. Wiedziałam, że otrzymam od niej duże wsparcie. Odczytując wiadomość wiedziałam, że warto było przetrwać te momenty zwątpienia, które towarzyszyły mi na samym początku. Od stycznia tego roku zaczęłam współpracę z Michaliną Diakow, która jest sędzią oraz dietetyczką. Zrobiłyśmy świetną robotę! Zrzuciłam kilka kilogramów, poprawił mi się również skład ciała. W tygodniu, pomimo ciężkiego dnia wiem, że swój trening muszę zrobić. Tydzień treningowy dopasowuję do meczów, które mam w weekend. Zazwyczaj jest to 3 x bieganie i 2 x trening siłowy.

Jakie cele stawiasz sobie na najbliższe lata?

- Pozostaje mi dalej pracować nad sobą i dobrze wypadać w meczach, na które zostaje wyznaczona. Kończę teraz studia, czeka mnie obrona pracy licencjackiej, więc cieszę się, że kończy się runda i mogę skupić się na obronie.

Czy pamiętasz mecz, który był dla Ciebie największym wyzwaniem jako sędzi?

- W kobiecej piłce wyzwaniem był mecz z debiutu w Ekstralidze, ale tylko dlatego, że cała otoczka była inna niż zawsze. Poziom gry kobiet był również wyższy, a stres (oczywiście pozytywny) mnie nie opuszczał aż do końca 1 połowy. Natomiast w męskiej piłce zapewne znalazłoby się więcej meczów, ale mam takie dwa, które zapadły mi w pamięć. Mecz zespołu z A klasy, w którym debiutował młody sędzia. Byłam asystentką od strony trybun. Całe 90 minut czułam na plecach obelgi, które kibice kierują w stronę trójki sędziowskiej. Zawodnicy również do najłatwiejszych nie byli. Po meczu kibice czekali na nas pod szatnią. Drugim meczem był mecz klasy okręgowej w tym samym miejscu, w którym debiutowałam. Każdy spalony, który podniosłam bądź nie, był dla kibiców dobrą okazją do ataku w moją stronę. Pamiętam, że na tym meczu po jednej z decyzji bramkarz wybiegł w moją stronę, a zawodnik schodzący z boiska bił mi brawa przed twarzą - niestety w negatywnym znaczeniu. Takie mecze są najtrudniejsze. Nawet jak wiemy, że podjęliśmy złą decyzję, musimy wyrzucić to z pamięci i skoncentrować się, aby następna decyzja już była prawidłowa. Mam nadzieję, że takich meczów będzie jak najmniej.

Jak zawodnicy i trenerzy reagują na obecność kobiety w roli arbitra podczas spotkań?

- Różne są nastawienia. Są tacy, co jak widzą kobietę wykazują się większą kulturą, ale znajdą się również tacy, co uważają, że kobiety do piłki się nie nadają i utrudniają nam pracę. Na szczęście, więcej jest zawodników i trenerów, którzy mają szacunek dla kobiety w roli arbitra podczas spotkań.

Od kilku lat trenujesz dzieci w MKS Noteć Czarnków. Co daje Ci największą satysfakcję w pracy z młodymi piłkarzami?

- Zgadza się. Prowadzę treningi z rocznikiem 2018, z którym jestem od początku swojej pracy w klubie oraz z rocznikiem 2020. Trenujemy dwa razy w tygodniu, a dodatkowo bierzemy udział w turniejach. Największą satysfakcję w pracy z młodymi piłkarzami daje mi obserwowanie ich rozwoju i postępów. Każdy trening to dla nich okazja do nauczenia się czegoś nowego - nie tylko pod względem piłkarskim, ale również w kwestii współpracy, zaangażowania i pewności siebie. Bardzo cieszy mnie to, że dzieci przychodzą na treningi z uśmiechem. Fajnie jest widzieć, jak z małych, nieśmiałych dzieci stają się coraz odważniejszymi i bardziej świadomymi zawodnikami. To właśnie daje największą motywację do dalszej pracy.

Jakie cechy starasz się przekazywać swoim podopiecznym oprócz umiejętności piłkarskich?

- Przede wszystkim wartości, które przydadzą im się również poza boiskiem. Ważny jest dla mnie szacunek do innych, współpraca w grupie, odpowiedzialność oraz systematyczność. Uczę dzieci, że sport to nie tylko wygrywanie, ale także radzenie sobie z porażkami i wyciąganie z nich wniosków. Chcę, aby treningi pomagały im budować pewność siebie, rozwijać charakter i pokazywały, jak ważna jest wzajemna pomoc oraz dobra atmosfera w drużynie. Zależy mi też na tym, aby dzieci czerpały radość z aktywności fizycznej i miały dobre wspomnienia związane ze sportem.

Czy doświadczenie zdobywane jako sędzia pomaga Ci w pracy trenerskiej?

- Zdecydowanie tak. Dzięki temu jeszcze lepiej rozumiem przepisy gry oraz potrafię zwracać uwagę dzieciom na aspekty, które często są pomijane podczas treningów. Staram się uczyć zawodników nie tylko samej gry w piłkę, ale również szacunku do sędziów i zasad fair play.

Jak udaje Ci się łączyć obowiązki studentki AWF, trenerki i sędzi piłkarskiej?

- Szczerze mówiąc nie pamiętam, kiedy miałam wolny weekend. Nie jest łatwo łączyć tyle obowiązków. W tygodniu pracuję w szkole, popołudniami prowadzę treningi z dziećmi, a później mam jeszcze własne treningi. Weekendy zazwyczaj poświęcam na studia albo sędziowanie meczów. Zjazdy na AWF odbywają się w soboty i niedziele, raz lub dwa razy w miesiącu, dlatego praktycznie cały czas mam coś do zrobienia. Mimo tego staram się dobrze organizować swój czas i robić wszystko z pełnym zaangażowaniem, ponieważ każda z tych rzeczy daje mi satysfakcję i możliwość rozwoju. Moi znajomi wiedzą, że żeby się ze mną umówić, trzeba planować wszystko z wyprzedzeniem. Mam jednak nadzieję, że po ukończeniu studiów będzie trochę spokojniej.

Jakie zmiany chciałabyś zobaczyć w rozwoju kobiecej piłki nożnej w Polsce?

- Chciałabym przede wszystkim, aby społeczeństwo zmieniło nastawienie do kobiecej piłki. Kluby boją się tworzyć żeńskie zespoły, zakładając z góry brak chętnych czy dodatkowe koszty. A to błąd. Jestem przekonana, że nawet w mniejszych ośrodkach, takich jak Lubasz czy Czarnków, zainteresowanie treningami dla kobiet byłoby ogromne. Dziewczyny często chcą grać, tylko nie mają gdzie, bo nikt nie daje im przestrzeni do startu. Drugą, kluczową kwestią jest zmiana nastawienia do samej charakterystyki kobiecej gry. I to jest ogromny atut! Kobiety wykazują się na boisku znacznie większą kulturą - w trakcie meczu widać czystą chęć grania w piłkę.

Jaką radę dałabyś młodym dziewczynom, które marzą o karierze sędziowskiej lub trenerskiej?

- Bądźcie pewne siebie i nie patrzcie na to, co inni mówią. Próbujcie nowych rzeczy i przede wszystkim nie bójcie się porażek! Każde potknięcie to lekcja, a nie koniec drogi. Na pewno nie będzie łatwo, bo w świecie trenerskim i sędziowskim wciąż dominują mężczyźni, ale ciężką i konsekwentną pracą jesteście w stanie przełamać każdą barierę. To właśnie ta codzienna praca nad samą sobą, nad własnym rozwojem i charakterem, pozwala krok po kroku osiągać wyznaczone cele. Jeśli już zdecydujecie się wkroczyć w ten świat, bądźcie ciekawe i odważne. Nie bójcie się zadawać pytań, pojechać na mecz, podpatrywać i obserwować starszych kolegów oraz koleżanki po fachu. A jeśli chcecie postawić ten pierwszy krok już teraz, to z mojej strony mogę Was gorąco zaprosić na kurs sędziowski. To idealna okazja, żeby sprawdzić się w nowej roli i wejść do tego świata od kuchni. Zgłoszenia są przyjmowane do 8 sierpnia 2026 roku, więc nie odkładajcie marzeń na później. Czekamy na Was - do zobaczenia na boiskach!

Jesteś mieszkanką Lubasza, chociaż ze względu na obowiązki często podróżujesz jak często bywasz w domu?

To jest ta druga, mniej widoczna strona medalu - ogromne obciążenie i poświęcenie. Moje życie to nieustanny bieg między studiami, pracą a obowiązkami na boisku. Dochodzi do momentu, w którym w domu bywam właściwie tylko po to, żeby się przespać. Nie ukrywam, że pod koniec każdego sezonu czuję już ogromne zmęczenie fizyczne i psychiczne. Ta krótka przerwa między rozgrywkami to dla mnie jedyny czas w roku na realny odpoczynek i regenerację. Wtedy w końcu odzyskuje wolne weekendy - nie mam zjazdów na uczelni, a na boiskach nastaje cisza. Chociaż rodzina twierdzi, że jak mam wolne, to i tak go nie mam.

Dziękuje za rozmowę i życzę wypoczynku oraz spełnienia marzeń!

O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |   Miasto Czarnków  |   Miejskie Centrum Kultury
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 21/37, tel/fax 600 545 261, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.