Czarnkow.INFO - Internetowy Serwis Informacyjny
    Strona główna     Urzędy     Kultura i atrakcje     W mieście     Archiwum
Dzisiaj jest: 15 kwietnia 2024, poniedziałek.  Imieniny: Anastazego, Cezarego, Olimpii, Wacława



free counters


CHRONIĄC GRANICĘ NA NOTECI
Czarnkowska Straż Graniczna w 1939 roku



Pogranicze to miejsce w pewnym zawieszeniu, a jednocześnie przestrzeń, w której wszystko wydaje się zwielokrotnione. Pogranicze jest surowe, ma posmak oryginalności. Poza tym to tereny przesiąknięte historią.
Jaroslav Rudiš - czeski pisarz, dziennikarz, dramaturg

Obchodzone 16 maja Święto Straży Granicznej, a także bliska czerwcowa rocznica podpisania Traktatu Wersalskiego w 1919 roku, w dużej mierze sankcjonującego przebieg międzywojennej polskiej granicy zachodniej - jest okazją do przypomnienia nieco zapomnianej roli dawnego pogranicznego położenia miasta Czarnkowa i jego okolic. Ówczesna granica polsko - niemiecka na linii rzeki Noteć rzutowała jednak na specyfikę przygotowania do konfrontacji oraz przebiegu lokalnych walk w pierwszych dniach września 1939 roku. Jednym z jej istotnych aspektów były działania minerskie polskiej Straży Granicznej, wpisujące się w szerszą, ogólnopolską akcję tej formacji w początkowej fazie starcia. Miała ona doprowadzić do zniszczenia mostów rzecznych i wiaduktów drogowych w celu opóźnienia rozmachu agresji niemieckiej.

Opracowywany na szczeblu centralnym wiosną 1939 roku polski Plan "Z" (Zachód) wojny z III Rzeszą, zakładał militaryzację Straży Granicznej w momencie wybuchu konfliktu, czyniąc wówczas tę formację składową częścią Wojska Polskiego. W odróżnieniu więc od np. Policji Państwowej (której militaryzacja nastąpiła dopiero dziesiątego dnia późniejszej kampanii obronnej) proces ten nie tylko nastąpił planowo, ale też został poprzedzony określonym zamysłem wykorzystania sił pograniczników znajdujących się od początku na bezpośrednim przedpolu walk. Między innymi w tym celu z dniem 12 kwietnia 1939 r. do komisariatów SG przydzielano tzw. plutony wsparcia, złożone z żołnierzy rezerwy, zazwyczaj w sile 60 szeregowych i podoficerów oraz 1 oficera - dowódcy. Saperzy (minerzy) tych pododdziałów mieli zająć się wysadzeniem wskazanej infrastruktury. W skali krajowej wzmocniona w ten sposób Straż Graniczna osiągnęła docelowo, w momencie wybuchu wojny, liczebność blisko 15 tysięcy ludzi, w tym około 5 tysięcy zawodowych strażników. Wcześniej, w warunkach podwyższonego zagrożenia wojennego i mobilizacji, żołnierze wsparcia mieli wspomagać etatowych funkcjonariuszy w patrolowaniu pasa przygranicznego. Takie "patrole mieszane" obowiązkowo musiały posiadać w składzie co najmniej jednego zawodowego strażnika - jako znającego "na pamięć" dany teren. Struktura Straży Granicznej na naszym terenie podlegała utworzonemu w 1928 roku Wielkopolskiemu Inspektoratowi Okręgowemu SG w Poznaniu, lokalnie zaś Inspektoratowi Granicznemu we Wronkach, który kierował komisariatami. Najniższym ogniwem były natomiast tzw. placówki I i II linii. Te pierwsze znajdowały się zazwyczaj w bezpośredniej bliskości granicy, sprawując nad nią stały nadzór, drugie, w pewnym oddaleniu, najczęściej przy komisariatach lub w okolicznych podczarnkowskich wioskach zajmowany się tzw. płytkim wywiadem (zbieraniem informacji o sytuacji społecznej, gospodarczej i militarnej po stronie niemieckiej, a w bliskości granicy polskiej). Cały zaś pas nadnotecki był chroniony przez łącznie 7 komisariatów SG, od zachodu były to jednostki w Piłce, Wieleniu, Czarnkowie, Ujściu, Kaczorach i Luchowie koło Łobżenicy. Tym samym obszar nadnotecki znajdował się w gestii dwóch Inspektoratów Okręgowych Straży Granicznej - Wielkopolskiego i Pomorskiego.

Istotny wpływ na sytuację rejonu nadnoteckiego miały dwa czynniki. Pierwszym był duży udział ludności niemieckiej w strukturze narodowościowej lokalnych społeczności, która w powiecie czarnkowskim stanowiła 15 % mieszkańców. Spośród przedstawicieli tej mniejszości niemiecki wywiad wojskowy Abwehra organizował w 1939 roku, w skali całego pogranicza polsko - niemieckiego, paramilitarne bojówki tzw. V kolumny, które prowadziły działalność szpiegowską, a potem brały też udział w wrześniowych walkach i późniejszej eksterminacji polskiej inteligencji na początku okupacji. Natomiast drugim niekorzystnym aspektem był brak w rejonie nadnoteckim stałych garnizonów wojskowych. Nasz teren podlegał wprawdzie obszarowi odpowiedzialności 26 Dywizji Piechoty z Armii "Poznań", mającej bronić Wielkopolski, jednak ze struktur 26 DP w okolicy znajdowały się jedynie niewielkie pododdziały. Ponadto Czarnków dysponował pewnymi siłami ze struktur tzw. Batalionów Obrony Narodowej, organizowanych krajowo od 1937 roku z nadwyżek rezerwistów. Zasadniczo jednak miasto miało być chronione przez czarnkowską Straż Graniczną zorganizowaną w kompanię SG "Czarnków" pod komendą podkomisarza SG Michała Śmigielskiego (po militaryzacji - kapitana Wojska Polskiego), jej pluton wsparcia pod dowództwem podporucznika Andrzeja Załęskiego oraz miejscowych członków młodzieżowego Przysposobienia Wojskowego. Czarnków, jak całe pogranicze wielkopolskie, nie był przewidziany do uporczywej obrony, raczej do opuszczenia i ewentualnie potem odbicia z rąk niemieckich. W dużej mierze nadnoteccy pogranicznicy byli więc zdani głównie tylko na siebie.

Pierwszym bezpośrednim zwiastunem wojny było zamknięcie 25 sierpnia 1939 r. przez stronę niemiecką przejścia granicznego na moście na Noteci. W tym samym czasie żołnierze 26 DP zostali wycofani, a ich miejsce, w celu zażegnania paniki powstałej wśród polskiej ludności cywilnej, zajęły dwa pododdziały poznańskiego 7 Pułku Strzelców Konnych, osobiście dowodzone przez dowódcę tej jednostki pułkownika Stanisława Królickiego. Zostały rozlokowane w okolicy Połajewa (dowódca Olgierd Matuszewski - brak informacji o stopniu) i Huty (wachmistrz Stanisław Niedbał) w łącznej liczbie czterech sekcji. 31 sierpnia płk Królicki został, przemieszczając się samochodem na ulicach Czarnkowa, ostrzelany przez niemieckich dywersantów. Cała sekwencja zdarzeń wskazywała na nieuchronną wojnę.

Rankiem 1 września siły niemieckie, najpewniej bliżej nieokreślone liczebnie wzmocnione jednostki Grenzschutzu (niemieckiej formacji ochrony granicy), rozpoczęły ostrzał miasta z broni maszynowej. Wówczas saperzy plutonu wsparcia SG podjęli próbę wysadzenia mostu na Noteci - niestety nieudaną. Najprawdopodobniej zawiodły źle rozłożone lub zbyt nieliczne ładunki wybuchowe. W tym samym czasie strażnik Jan Babik z Komisariatu w Czarnkowie skutecznie wysadził most żelazny na rzece w Pianówce i wiadukt kolejowy na drodze wylotowej z miasta w kierunku Krzyża Wielkopolskiego (wówczas niemiecki Kreuz). Takich akcji było tego dnia więcej. Skuteczne detonacje przeprowadzono w m.in. w Wieleniu i Chełście. Również w Ujściu, gdzie osobiście kierował tym dowódca tamtejszej jednostki aspirant SG (podporucznik) Kazimierz Boratyński, powodując panikę wśród sił przeciwnika - relacjonując później, iż "niemieccy celnicy z drugiej strony mostu uciekli w popłochu". Według badaczy dziejów SG ogółem pierwszego dnia wojny, w ujęciu całej granicy polsko -niemieckiej, udało się wysadzić przemożną większość obiektów do tego przewidzianych. Działanie to na pewno wymagało nie tylko odpowiednich umiejętności saperskich, ale też dużej dozy zimnej krwi i wręcz pewnej zuchwałości, jaką było likwidowanie infrastruktury "pod nosem" nacierającego wroga.

Niemniej jednak sytuacja obrońców pogarszała się. W Czarnkowie słyszalne były już nie tylko strzały zza Noteci, ale też w samym mieście, gdzie ujawnili się niemieccy dywersanci z V kolumny. Przez tylko nieznacznie uszkodzony most na Noteci do miasta usiłowali wtargnąć żołnierze Grenzschutzu, ale zostali odparci przez pluton wsparcia SG ppor Załęskiego i żołnierzy rozpoznania. W tym samym czasie rozpoczęła się ucieczka ludności polskiej z miasta w kierunku Rogoźna, sytuacja ta przybrała potem na sile w nocy z 1 na 2 września. Pluton wzmocnienia miał planowo odejść wraz z pogranicznikami do Wągrowca. W ratuszu pozostały natomiast władze miejskie wraz z burmistrzem Stanisławem Ciepluchem, ulice patrolowali zwiadowcy wachmistrza Niedbała z 7 PSK. Pierwszego dnia wojny Czarnków pozostał w rękach polskich.

Nazajutrz, 2 września, Niemcy ponowili próbę zajęcia miasta - tym razem skutecznie. Podwładni wachm. Niedbała byli zbyt nieliczni, by ich powstrzymać, wycofując się w kierunku Śmieszkowa, a wraz z nimi m.in. burmistrz Stanisław Ciepluch, urzędnik Józef Sobolewski, proboszcz ks. Mikołaj Swinarski, aptekarz Jan Klera, miejscowy sędzia Zdzisław Kwasek oraz kupiec Jerzy Strzeliński. Wspomniani cywile zostali tam jednak zatrzymani i wzięci jako zakładnicy przez Niemców. Natknęli się bowiem w Śmieszkowie na zmotoryzowany pododdział niemiecki, który w międzyczasie przeprawił się w okolicy Wielenia na południowy brzeg Noteci. W Śmieszkowie wywiązała się krótka walka, bądź z polskimi zwiadowcami lub też junakami Przysposobienia Wojskowego, w której śmiertelny postrzał otrzymał oficer wroga w stopniu kapitana. Dowódca niemieckiej grupy sądząc, że ten zginał z rąk mieszkańców wsi, chciał spalić miejscowość, ale odwiedli go od tego miejscowi Niemcy. W tym samym czasie wachm. Niedbał polową linią telefoniczną poinformował o wszystkim płk Królickiego stacjonującego w pobliżu z częścią swojego 7 Pułku Strzelców Konnych. Podjął on niezwłoczną decyzję o odbiciu miasta, udając się do Czarnkowa na czele około 60 strzelców. Drugi pododdział 7 PSK pod dowództwem podporucznika Jerzego Iwanickiego uderzył od strony Lubasza. Królicki atakując ulicą Poznańską (obecna ul. Sikorskiego), po początkowym zaskoczeniu przez dywersantów niemieckich strzelających z poddaszy tamtejszych domów wkroczył do miasta i w toku walk ulicznych wyparł Niemców na drugi brzeg Noteci. Po zmierzchu dochodziło jeszcze do wymiany ognia. Wycofujący się agresorzy zabrali ze sobą zakładników cywilnych uprowadzonych w Śmieszkowie. Jednocześnie pozostawili w mieście rozklejone ulotki o związanej z tym "zbiorowej odpowiedzialności ludności polskiej".

Niestety obrona Czarnkowa nie mogła jednak trwać dłużej. Zgodnie z wytycznymi dla Armii "Poznań" jako związku taktycznego, której częścią był cały 7 Pułk Strzelców Konnych, miała ona odejść na linię Żnin-Gopło-Warta, a docelowo w ogólnym kierunku Warszawy. Rano 3 września pluton rozpoznawczy strzelców konnych, rozmieszczony w okolicach miejskiej rzeźni i dworca PKP, w pośpiechu opuścił swoje stanowiska wobec gwałtownego uderzenia Niemców przez uszkodzony most rzeczny. Atakujący dotarli do centrum miasta, owacyjnie witani przez miejscową ludność niemiecką. Informacja o ponownym zajęciu miasta dotarła do znajdującego się w Ryczywole dowódcy wyższego szczebla podpułkownka Świderskiego. Ten po odprawie oficerów w tamtejszej szkole nakazał pogranicznikom z kompanii "Czarnków" podkomisarza Śmigielskiego powrót do miasta, odzyskanie go i całkowite zniszczenie mostu na Noteci. Grupa ponad stu funkcjonariuszy i żołnierzy wsparcia w późnych godzinach popołudniowych ruszyła do wykonania powierzonego zadania, jednakże na przedmieściach Czarnkowa wpadła w zasadzkę, poniosła straty i została zmuszona do odwrotu, by już po zmroku przejść przez Połajewo. Docelowo miała, wraz z elementami 26 Dywizji Piechoty, kierować się do Gniezna i dalej w kierunku wschodnim. Był to definitywny koniec walk o Czarnków.

Losy wrześniowych obrońców Czarnkowa i ogólnie linii Noteci potoczyły się bardzo różnie. Strażnik Jan Babik, który dotarł do czarnkowskiego Komisariatu 1 września, już po skutecznej akcji minerskiej w Pianówce, nie zastał już tam kolegów. Znając wytyczne przełożonych ruszył więc do Lubasza, by dotrzeć potem do Gniezna, a po pewnym czasie do Równego na terenie województwa wołyńskiego, gdzie przybywała już jego ewakuowana rodzina. Przeżył wojnę. Aspirant Boratyński z Ujścia dotarł docelowo do Warszawy. Pułkownik Królicki, po wycofaniu się 7 Pułku Strzelców Konnych spod Czarnkowa, brał wraz z całą Wielkopolską Brygadą Kawalerii Armii "Poznań" udział w Bitwie nad Bzurą, największej bitwie zaczepnej Wojska Polskiego przeciwko Niemcom w kampanii obronnej, gdzie zginął w końcowej fazie bitwy pod miejscowością Górki w Puszczy Kampinoskiej.

Choć walki na linii Noteci nie miały znaczenia strategicznego dla przebiegu jesiennej kampanii w 1939 roku, stanowią jednak istotną, choć nieco zapomnianą część historii Czarnkowa. Ludzie pilnujący granicy "na szlabanach i paszportach" z czasem popadli w zapomnienie, zacierały się ich nazwiska, twarze rzadko patrzyły z przetrwałych wojnę pożółkłych zdjęć w starych albumach rodzinnych ich potomków. Dlatego zawsze warto przypominać - szanujmy przeszłość, zbierajmy ocalałe okruchy pamięci, wtedy, choć trochę symbolicznie, "odżywa" dawne pogranicze z historią jego społeczności po obu stronach Noteci, jej kultury, folkloru oraz życiorysami ludzi, którzy strzegli granicy ówczesnego odrodzonego, młodego państwa polskiego. Pełniąc na pograniczu służbę ochronną, przeciw przemytniczą i wywiadowczą (trudną i wyczerpującą nawet w pozornie stabilnym okresie pokojowym), ale też działając środowiskowo na rzecz międzywojennej społeczności Czarnkowa i okolic stanowili jej istotną część przed wojną. Dlatego też warto zachęcać do dzielenia się zachowanymi pamiątkami (zdjęciami, dokumentami) po przodkach służących w rodzimych formacjach granicznych. W pierwszej kolejności można je deponować w najbliższych nam muzeach lokalnych. Istnieje też możliwość nawiązania kontaktu z Archiwum Straży Granicznej w Szczecinie. Ponadto przed kilkoma laty Biuro Ochrony Informacji Komendy Głównej SG w Warszawie (któremu podlega wspomniane Archiwum) - realizowało projekt Wirtualnego Muzeum Polskich Formacji Granicznych im. majora Władysława Raginisa, tworząc ciekawy, podzielony na sekcje tematyczne zasób zdigitalizowanych zdjęć i dokumentów, materiałów audialnych oraz bazę dostępnych publikacji o historii służb ochrony granic państwa
Paweł Garstka

Punkt kontrolny na moście w Czarnkowie
(fot. z archiwum Muzeum Ziemi Czarnkowskiej)

Strażnica w Ciszkowie
(fot. z archiwum Muzeum Ziemi Czarnkowskiej)

Babik Jan i wysadzony przez niego most w Pianówce w 1939 r. oglądany przez oficerów niemieckich
(fot. z archiwum rodzinnego Anny BabiK)
O serwisie  |   Dodaj do ulubionych  |   Ustaw jako startową  |   Miasto Czarnków  |   Miejskie Centrum Kultury
Redakcja Czarnkow.INFO: 64-700 Czarnków, os. Parkowe 21/37, tel/fax 600 545 261, czarnkow.info@onet.pl
© Marcin Małecki Jacek Dutkiewicz 2004-2024. Wszelkie prawa zastrzeżone.